jeff bezos przechodzi na dietę ketogeniczną i zaczyna odżywiać się polakami

 

sprzedałem jeffowi bezosowi lewą rękę za 6 tysięcy dolarów,
czemu nikt z moich znajomych się nie dziwił.
pojebana logika siana, dużo dóbr, trochę zeł, jolo.

kiedy jeff bezos kupił twoją prawą rękę za 20 koła
śmiałem się, śmiałem. masturbacja? a panczlajny,
pizgane jak kamienie na podparyskim blokowisku?

podobnie jak inni nie pojąłem geniuszu twojego zamysłu,
geniuszu płynącego przecież prosto
ze źródła naszego chitrego protonarodu.

powiedz córce ile słodzisz

 

cukier
tyle cukru we krwi
zaśnieżone arterie
zablokowane ulice
wszystko w cukrze
w żyłach
lepka melasa w żyłach
ciążą dłonie ręce
serce język płuca
ciężkie od krwi
ręce
unisono uniesione
splecione pozwijane
pną się z serca gesty
lepią się do nieba
w sercu
chrzest ognia gaz na rzęsach
ogień gaz ogień gaz gaz
na rzęsach jak szron
lepki szron słodki szron
solą
z ulic policjantom w twarz
cukier twarz ma zemsta
zima przyszła zima poszła
mamy zimę za alibi

piosenka o mojej chujni europejskiej

 

żądamy 2 biliony euro za każdy rok zaborów
tak orban
od ciebie też

w 2020
przyjęliśmy z 8 uchodźców
to po pół uchodźcy na województwo
teraz trzeba ich nakarmić
dać im pracę pomóc w adaptacji
kupić buty w decathlonie zabrać do oświęcimia
nauczyć wyrzucać przez balkon choinkę

nasze żony śmieją się z nas
bo wiecznie wspominamy wembley 73
mimo że urodziliśmy się 20 lat później
nas mówią nie będzie się wspominać
a raczej skrolować niczym
ze ściany resztkę komara

wiersz dla brada pitta

 

kombinowało się już za gówniarza jak zjeść ciało boga
i mieć ciało boga. wyborów było tyle, co nic za to
czasem wnosiło się starego po schodach na barana
(jebało drzwi z tarana) (matka znów styrana).
zeszłoroczny śnieg obchodził wszystkich tych, których
klepał, parampampam, zwietrzałe nie zwęszone, paniał?

wił się wił w palcach kasztanowy marazm.
ten, co miał rozlaną w środku planetę chodził oble
i trochę wolniej niż reszta tocząca się po ladzie
a chmara sępów orbitowała wokół aż odpadł mu
z twarzy strup złota. chciało się złapać boga
za ciało, nieważne którą część, choćby i za krew,

przecież była nam obiecana. potem nieuchronnie
bunt godził się z człowiekiem. ktoś kupił fiata pandę
i zaparkował go obok dwóch fiatów justyny licząc
na romans a ktoś inny chciał telefonicznie wyspowiadać
polańskiego. władze wybudowały basen, dużo wody.
podchodziła do oczu wywołując sinice i rumieńce.

Andrzej Woźniak

(1984) – urodził się i mieszka w Warszawie, pracuje jako nauczyciel kontakt improwizacji. Publikował wiersze m.in. w Helikopterze, Stonerze Polskim i w antologii Wiersze w czasach zarazy. Facebook: @mikromedytacje