PROCES Bartasa Szymoniaka

Rozmawiała: Małgorzata Maria Belniak

Bartku, powiedz mi, jaki jest Twój proces?
Kiedy i jak pojawiają się u Ciebie pomysły na nowe utwory?

To się dzieje spontanicznie i zazwyczaj pod wpływem emocji – w moim wypadku tych pozytywnych. Duże znaczenie ma również otaczająca rzeczywistość oraz dynamika zdarzeń. Na etapie szkicu muzycznego rodzi się również myśl przewodnia w warstwie tekstowej – tekst i melodia rozwijają się równolegle. 

Zaczynasz realizować pomysł od razu? A może pozostawiasz go w “poczekalni” – pozwalając mu dojrzeć i nabrać formy?

Zawsze mam przy sobie telefon z dyktafonem. Kiedy jakiś pomysł rodzi mi się w głowie – czy to podczas jazdy samochodem, na spacerze, czy gdziekolwiek indziej – wyciągam go i rejestruję szkic. W moim wypadku nie jest też potrzebny żaden instrument ponieważ jestem beat-rockerem – zazwyczaj tworzę utwory głównie w oparciu o mój własny aparat mowy. Takie szkice gromadzę w pamięci telefonu a później po jakimś czasie przesłuchuję je i selekcjonuję, wybierając te najciekawsze. Potem daję sobie czas, przesłuchuję je i pozwalam im dojrzeć w mojej głowie – przekształcam je w pełniejsze i pełniejsze formy, aż tworzą całe utwory. 

Trochę inaczej wygląda to w przypadku kompozycji pisanych na zamówienie. Wiedząc, że mam jakiś ograniczony czas na wykonanie zadania, staram się mocno skupić i rejestrować każdy swój pomysł. Wtedy też staram się nie zajmować niczym innym.

Mówi się, że artystów można podzielić na takich, u których tworzenie jest lekkie i przyjemne, oraz takich, którzy w pocie i bólach “rodzą swoje dzieła”. Jak to jest u Ciebie? Gdzie na skali łatwe-trudne umieściłbyś swój proces?

W przypadku utworów komponowanych dla siebie – zazwyczaj jest to w miarę przyjemny i łatwy proces, zarówno pod względem muzycznym jak i pisania tekstu. Choć w tej materii potrzebowałem dużo czasu i praktyki by stało się to dla mnie naturalne, satysfakcjonujące i powstawało równolegle z muzyką. To bardzo ważne.

Trochę inaczej wygląda to w przypadku pisania utworów na zamówienie. Presja czasu powoduje, że często jest to proces trudny – szczególnie kiedy czas mija, a ja nie jestem w stanie wygenerować z siebie czegokolwiek, co by mnie satysfakcjonowało. Kiedy jednak pojawi się wreszcie ten odpowiedni pomysł, to dalej jest już łatwo. 

Ponoć najtrudniejsze są początki… i zakończenia. Jak jest u Ciebie? Nie trudno Ci zacząć tworzyć?
Nie masz problemu z powiedzeniem sobie: ,,ok, gotowe”?

Jeśli chodzi o samą kompozycję, to w moim wypadku jej forma buduje się już na etapie szkicu i jest to w miarę łatwy proces. Najtrudniejsze jest dla mnie pisanie tekstu do kolejnych zwrotek oraz sama produkcja – jestem perfekcjonistą i potrzebuję czasu, żeby powiedzieć sobie: “ok mamy to”. Zazwyczaj na etapie oddawania utworu do miksu mam jeszcze zastrzeżenia. Kiedy osłucham się z utworem, zaczynam kombinować. Nauczyłem się jednak, że wtedy należy odpuścić. 

Perfekcjonizm, pracoholizm, lenistwo, kompleksy.. Proces twórczy często wiąże się z wyzwaniami. Na drodze do ukończenia dzieła potrafi pojawić się wiele problemów. Jak jest w Twoim przypadku? Z jakimi przeszkodami się mierzysz lub mierzyłeś się w przeszłości? 

Myślę, że zdecydowanie najtrudniej było przy tworzeniu mojej pierwszej płyty. Mimo, że byłem już wtedy, wydawałoby się, dość doświadczonym muzykiem z kilkuletnim stażem w legendarnej kapeli, to wchodzenie na rynek ze swoim solowym materiałem okazało się dla mnie ogromnym wyzwaniem. Zderzyłem się z wieloma kwestiami, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Od pisania muzyki i tekstów, przez własny zespół, aż po management i wydawnictwo… Było trudno. Decydujące momenty przetrwałem dzięki rodzinie i ich miłości. Gdybym się wtedy poddał, na pewno nie byłbym dzisiaj w tym miejscu, w którym jestem.

Nie wiem, jak to jest w przypadku innych osób, ale w moim było tak, że o ile z komponowaniem zawsze szło mi łatwo, o tyle pisanie tekstów było ogromnym wyzwaniem. Potrzebowałem czasu aby nabrać pewności siebie. Bardzo ważna była ciągła praca, koncertowanie i… podpatrywanie bardziej doświadczonych kolegów. Jeden z nich kiedyś powiedział mi, że “dobry tekst musi być historią”. Wziąłem to sobie do serca. Na etapie tworzenia mojej drugiej płyty pt. ,,Alarm” zacząłem zauważać, że proces tworzenia muzyki może przebiegać równolegle z procesem pisania. Dzisiaj, kiedy wpada mi do głowy muzyczny pomysł, to jednocześnie pojawia się też szkic tekstu – dzięki temu od samego początku wiem, o czym będzie mój utwór.

Nie zapominajmy o tytułach! Co o nich myślisz? Jak bardzo istotny dla dzieła jest jego tytuł? 

Uważam, że jest bardzo ważny. Nigdy jednak nie staram się kombinować i szukać czegoś wymyślnego – najczęściej sam tekst utworu determinuje jego tytuł.

Z czego korzystasz, kiedy tworzysz swoje piosenki? Piszesz na komputerze albo telefonie? Jeżeli tak, to w jakim programie?

Szkice kompozycji nagrywam na dyktafon, natomiast teksty zapisuję w telefonie jako sms. Potem to wszystko zbieram w jedną całość i zapisuję w programie word na komputerze.  

Czy rutyna jest dla Ciebie ważna w pracy twórczej? Masz swoje rytuały związane z tworzeniem?

Rutyna jest ważna, ale nie mam żadnych specjalnych rytuałów. Bardzo lubię jeździć na nasza działkę na Mazurach, by tam zaszyć się i „chwytać” nowe pomysły.

Czy Twoja twórczość wpływa na Twoje życie codzienne? Nie wchodzi czasem w drogę obowiązkom?

Zdecydowanie wpływa na życie codzienne. Od dziecka mam taką dziwną przypadłość, że kiedy jakiś pomysł „zaczyna grać” mi w głowie – poświęcam mu całą swoją uwagę i „zawieszam się”.  Objawia się to tym, że trzęsą mi się ręce – wchodzę w stan pewnego rodzaju twórczej euforii. Garstka ludzi, która naprawdę mnie zna, dobrze wie, że nawet jeśli pozornie tego nie widać, to jestem wtedy wyłączony z rzeczywistości – nie słucham nikogo, tylko udaję. To silniejsze ode mnie, dzieje się spontanicznie i w życiu codziennym jest trochę męczące dla moich bliskich.

A co z przestrzenią do pracy? Czy potrzebujesz do tworzenia odpowiednich warunków? Sama mam ogromny problem ze skupieniem np. w hałasie, ale wiem, że wielu artystom otoczenie w ogóle, lub niemal w ogóle nie przeszkadza.

Istotne jest to, aby na ten czas, kiedy rzeczywiście taki proces następuje, po prostu nikt ze mną nie rozmawiał i mnie nie dekoncentrował. Chociaż jakiś niewielki hałas raczej nie będzie mi przeszkadzał.

Nadchodzi ten moment – skończyłeś pisać! Czy pokazujesz swój tekst znajomym do “przedpremierowej” oceny? 

Każdorazowo weryfikatorem jest moja narzeczona, a w warstwie tekstowej mój brat.

Zakładam, że nasz wywiad czytają między innymi osoby, które są na początku swojej twórczej drogi lub chciałyby tworzyć, ale z jakiegoś względu boją się lub nie potrafią zacząć. Czy chciałbyś im coś przekazać? Dać jakąś radę?

Myślę, że trzeba w siebie mocno uwierzyć, ale przede wszystkim pracować, pracować i jeszcze raz pracować – ciągle się doskonalić i być szczerym w swoim przekazie. Uważam, że największa siła tkwi w prostocie i właśnie w szczerości. 

Dzięki, nie mam więcej pytań.

Bartas Szymoniak

beatrocker i songwriter

twórca własnego stylu beatrock, łączącego elementy beatboxu, wokalu i żywych instrumentów. Absolwent Wydziału Jazzu AM w Katowicach, laureat IDOLA, frontman Sztywnego Pala Azji (2008-2015). Wszystkie dźwięki tworzy na żywo, własnym aparatem mowy (bas, perkusja, trąbki, śpiew itd.). Towarzyszy mu jedynie multiinstrumentalista – Michał Parzymięso. Duet dał dotychczas ponad 350 koncertów gromadząc wierną i oddaną publiczność. Bartas Szymoniak nagrał trzy autorskie albumy: Miliony oszukanych dziewcząt i chłopców (2015), Alarm (2017), Wojownik z miłości (2020)