PROCES z Jankiem Pęczakiem

Rozmawiała: Małgorzata Maria Belniak

Janku, powiedz mi, jak wygląda twój proces twórczy? Skąd bierzesz pomysły na swoje piosenki? Skąd w ogóle bierze się u ciebie potrzeba pisania?

Przeszedłem dosyć intensywny proces przy robieniu swojej pierwszej płyty solowej, która wyszła w zeszłym roku. Miałem ogromną potrzebę wyrażenia emocji – od tego się zaczęło. Czułem, że jestem tak naładowany i że potrzebuję się wyrazić. Na początku byłem oczywiście bardzo krytyczny wobec siebie. Wewnętrzny krytyk mówił mi, że nic z tego nie będzie, ale czułem tak dużą potrzebę, że i tak zacząłem pisać. Stworzyłem pierwszy tekst do piosenki Płynę, spojrzałem na niego sceptycznie i odłożyłem go do następnego dnia. Kiedy po przerwie znów go przeczytałem, to stwierdziłem, że jest całkiem ok! Poczułem, że mi to pasuje… i zrozumiałem, że to jest ten kierunek. Wcześniej zdarzało mi się pisać teksty, aczkolwiek najwięcej napisałem ich właśnie podczas pracy nad tą płytą i myślę, że nauczyłem się dużo w tym krótkim czasie… zrozumiałem jak wchodzić w ten proces, i o co mi w tym wszystkim właściwie chodzi. Potrzebuję stworzyć pewną wibrację przez słowa i przekaz, który na mnie działa. Jestem swoim pierwszym odbiorcą i pierwszym słuchaczem – staram się tworzyć tak, by czuć, że to na mnie wpływa, że to mi coś robi.

Czyli tworzysz przede wszystkim dla siebie?

Tak.

Mówi się, że jesteśmy swoimi najgorszymi krytykami…

Tak, dlatego tworzenie dla siebie nie jest wcale łatwe. Nie wszystko mi się podoba. Każdy utwór musi przejść przez mój filtr. Niemniej nauczyłem się iść za moją inspiracją, za weną, za muzą, za tym czymś ulotnym – czymś, co jest dla mnie w jakiś sposób mistyczne. Potrafię wpaść w ten stan – zacząć znajdować słowa, które pasują, które mają pewną moc i mówią to, co chcę powiedzieć. Kiedy układam te rymy i wersy, to jest to dla mnie magiczne – i właśnie tego szukam w pisaniu. Czasami zdarza się też, że mam  po prostu dużą potrzebę powiedzenia czegoś. Tak jak w mojej piosence “Chcę słyszeć serce muzy”, która jest protest songiem o tym, że w radiu leci syf i nie promuje się prawdy. Ten tekst jakby sam się napisał – usiadłem z kartką i napisałem jedną zwrotkę – dosyć długą, a następnego dnia dopisałem drugą, dodałem bardzo proste akordy i stwierdziłem, że to jest to.

Brzmi fajnie – taki manifest emocji. Osobiście wierzę, że najlepsze utwory powstają właśnie “na emocjach”. 
Pokazujesz komuś swoje utwory przedpremierowo? Masz jakąś zaufaną osobę, która sprawdza twoje piosenki?

Mam i pokazuję. Z tym, że raczej pokazuję utwór już z muzyką. Jeżeli chodzi o teksty, to nikt mi raczej ich nie poprawia. Chyba nauczyłem się pisać w taki sposób, że nie trzeba ich zbytnio poprawiać. 

Super! Ale to znaczy, że jest ktoś, kogo zdanie jest równie ważne…

No pewnie. Myślę, że to naturalne, że jak coś tworzysz, to potrzebujesz to komuś pokazać… bo to dopiero wtedy zaczyna żyć! Zresztą chyba nie ma sztuki bez odbiorcy. Oczywiście, że tworzę dla siebie, ale nie robię tego “do szuflady”. Chcę żeby ludzie usłyszeli moje piosenki, bo wiem, że mogą się podobać i działać pozytywnie. To dla mnie istotne, żeby moja sztuka robiła coś dobrego w świecie. Więc pewnie, puszczam swój materiał grupie przyjaciół. Kiedy wiem, że ludziom podoba się to, co robię, to mnie dodatkowo napędza!

Nie dziwię się! A powiedz mi, powiedziałeś wcześniej, że na początku trudno ci było przejść przez własną krytykę. Nadal miewasz ten problem?

Nie. Po nagraniu ostatniej płyty mi przeszło. Już po tym pierwszym utworze poczułem, że po prostu mogę – dałem sobie przyzwolenie na swobodne wyrażanie siebie. Potem pisałem kolejne teksty i też mi się podobały. Spodobały się również innym ludziom. Wtedy naprawdę poczułem, że to, co robię, jest dobre. Oczywiście, pewnie można robić to lepiej, ale wszystko doskonali się z czasem. Poza tym nie ścigam się z nikim, więc jestem zadowolony. Doszedłem do tego stanu, w którym mogę napisać piosenkę, i czuć, że wcale nie musi być lepiej, że taka jest dobra. Myślę, że o to właśnie chodzi.

Nie masz problemu ze skończeniem piosenki? 

Czasami mam. Teraz zacząłem pisać pierwszą piosenkę na nową płytę. Napisałem zwrotkę i refren i… nic więcej. Ale napiszę! Czasami mam tak, że napiszę coś fajnego i odstawiam to, żeby poczekać aż przyjdzie mi pomysł na dalszą część, która będzie równie dobra. Ale widzę, że to może być pułapka i że czasami trzeba po prostu usiąść i zacząć pisać dalej. Bywa, że w to wpadam i odkładam teksty z lękiem, że kontynuując nie dorównam temu, co już napisałem.

Słyszałeś o podziale artystów na takich, którym tworzenie przychodzi lekko i bezproblemowo, i takich, którzy w bólach “rodzą” swoje dzieła? Co sądzisz o takim rozróżnieniu?

Szczerze mówiąc nie czuję tego podziału. Nie wiem, o co chodzi z tym bólem. Przecież można tworzyć w bólach, ale bez większego problemu. To, co do mnie przemawia, to fakt, że albo ktoś jest prawdziwy w tym co robi, albo nie – i to jest dla mnie jedyny podział. A w jaki sposób to robi, to już jest sprawa drugorzędna. Ludzie są różni, mają różne doświadczenia, różne uwarunkowania… Sam zdecydowanie jestem fanem tworzenia z uczuciem, emocją – czy to w bólach, czy nie w bólach. Jak jest w tym czucie i uczucie, jakaś emocja, to takie dzieło na mnie działa. Wiem, że są ludzie, którzy składają swoje dzieła jak z klocków, ale takie utwory przeważnie mnie nie ruszają. Taki podział widzę i skłaniam się ku temu, co jest mi jest bliższe. Wyleczyłem się z perfekcjonizmu i bardziej cenię sobie to, co jest naturalne, co płynie z emocji. Dlatego uważam, że dobre dzieło nie musi być wcale super-doskonałe… ale prawdziwe.

Mówi się, że to właśnie te niedociągnięcia, te imperfekcje czynią nas oryginalnymi. 
Zgaduję, że skoro to emocje są dla ciebie najważniejsze w układaniu piosenek, to pewnie nie masz specjalnej rutyny tworzenia…

Nie mam rutyny, aczkolwiek wiem, że potrzebuję to robić. Tworzę dosyć prosto. Mam swoje zeszyty, ołówek i to jest wszystko, czego potrzebuję.

Dużo poprawiasz?

Zdarza mi się. Kiedy czytam swój tekst, to czasem przychodzą mi do głowy lepsze wersy, albo jakieś lepsze słowa… także tak, zdarza się, że poprawiam. Zdarzało mi się też przestawiać wersy, np. napisałem coś na początku, ale kiedy dopisałem dalszą część, to bardziej pasowało mi, aby wstawić ten pierwszy fragment gdzieś dalej. Ołówek pozwala na robienie takich rzeczy. 🙂

Kiedy piszesz piosenkę, to od razu układasz do niej melodię?

Przeważnie najpierw układam melodię. Lepiej mi się pisze do muzyki.

Poza wspomnianym perfekcjonizmem miałeś jeszcze jakieś inne problemy?
Na przykład z tym, żeby zabrać się do pracy – zacząć tworzyć?

Myślę, że jak coś stworzysz, np. płytę, to raczej nie stworzysz od razu następnej. Potrzebny jest jakiś czas na oddech – przerwa. Poza tym nie mam raczej żadnych problemów. Czuję też, że inaczej pracuję po zrobieniu ostatniej płyty, niż przed nią. Wiem, że jak usiądę do pracy, to zawsze coś tam zrobię. Faktycznie zdarza się, że czekam na ten właściwy moment, ale wiem że to może być złudne. Wtedy lepiej jest się po prostu przełamać, niż czekać zbyt długo. 

Kiedy tworzysz, to wpływa to jakoś na twoje życie codzienne? Czy wpadasz w jakiś rodzaj “twórczego szału”, czy raczej potrafisz pogodzić potrzebę tworzenia z codziennymi obowiązkami?

Całe moje życie zawodowe to tworzenie muzyki, więc nie robię nic innego, nie zajmuję się niczym innym poza tym, że mieszkam w domu i tam jakieś rzeczy potrzebuję robić.

Czyli sztuka to jest twoje życie codzienne? To piękne!

Tak, to jest sprzężone. To, w jaki sposób żyję i tworzę mocno się łączy.

Czy teraz po tych latach tworzenia i zbierania doświadczenia widzisz coś co powiedziałbyś sobie sprzed lat – kiedy byłeś na początku tej drogi? Gdybyś mógł dać sobie jakąś jedną, najwartościowszą radę na start – co by to było?

Jedna podstawowa rada: 

Bądź autentyczny i się nie bój. Wiem, że na samym początku to nie jest wcale proste. Bo na początku przeważnie masz swoje wzory i je kopiujesz w większym lub mniejszym stopniu – i to wcale nie jest złe, bo w ten sposób w ten sposób się uczysz. Jednak finalnie, jeżeli chcesz znaleźć siebie, to potrzebujesz przestać kopiować innych i skupić się na tym, co jest twoje. Dla mnie takim prostym ale objawiającym odkryciem było to, że trzeba sobie pozwolić na autentyczność i odpuścić silenie się na niewiadomo jaką oryginalność czy jakość.

Z tej perspektywy perfekcjonizmu, wydaje się czasem, że to, co autentyczne, jest jakby zbyt proste, niegodne uwagi, ale to nieprawda. Według mnie jest dokładnie odwrotnie. To, co jest prawdziwe, ma swoją siłę i ogromną wartość. Po latach zrozumiałem, że prostota i autentyczność są najlepszą bazą dla tworzenia. Formę można sobie później komplikować.. 

Ostatnio bardzo medytacyjnie podchodzę do muzyki. Słucham prostych, pojedynczych dźwięków – dobrze to na mnie działa. Wcześniej byłem zachłyśnięty muzyką, przytłoczony hałasem, podekscytowany konkretnymi formami, a teraz wracam do samej istoty dźwięku.. i to jest mocne.

Wiele osób boi się odejść od znanych schematów.. masz może radę jak to zrobić?
Jak się przemóc, żeby zacząć tworzyć po swojemu?

Hm… Myślę że tak naprawdę najlepsze, co można zrobić, to pójść za swoimi uczuciami, i nie zapominać o nich. Warto uważać, by nie zachłysnąć się formą albo jakimś zewnętrznym autorytetem, czy czymkolwiek co mogłoby być w niezgodzie z nami samymi – to się zdarza! Jest na to milion przykładów, gwiazd pop (i nie tylko), które gdzieś tam weszły w jakiś kanon i stały się postaciami kompletnie odklejonymi od samych siebie. 

Według mnie bardzo ważne jest, żeby nie stracić siebie, w tym co się robi. Dzięki temu nasze utwory na pewno będą prawdziwe. Będą autentyczne. Potrzeba odwagi, żeby się z takim materiałem pokazać, ale to najlepsze, co można zrobić i od czego można zacząć. Jeżeli bycie sobą jest twoją bazą w tworzeniu, to dalej możesz wszystko.

Dobrze powiedziane. 
Mam dla ciebie ostatnie pytanie.. dla wielu moich znajomych bardzo trudne. 
Czy nie masz problemu z nazwaniem siebie artystą?

Nie mam. (śmiech) To filozofia życia. Tak uważali Toltekowie – indianie, którzy sami siebie nazywali. “Toltec” to znaczy dokładnie artysta. Według Tolteków życie jest sztuką, a wszystko, co robimy, jest procesem twórczym. Twierdzili oni, że możemy stworzyć sobie taką sztukę, jaką chcemy, jeżeli jesteśmy świadomi tego, co robimy. Możemy stworzyć sobie zarówno piekło, jak i raj. Zgadzam się z tym. Myślę, że bycie artystą to jest właśnie taka filozofia, w której wszystko z pewnej perspektywy jest twórczością.  Tworzę swoje życie w domu i tworzę swoje życie na zewnątrz, tworzę relacje z ludźmi… Tworzenie jest ważną częścią mojego życia, za którą biorę odpowiedzialność.

Bardzo rezonuję z tym, co mówisz. To takie tworzenie siebie.
Mówiłeś, że pracujesz nad nową płytą…

Zacząłem. Pierwszą piosenkę właśnie napisałem, zwrotkę i refren, ale się nie spieszę…

Cudownie.
Dziękuję, że zgodziłeś się podzielić ze mną swoim procesem.

Janek Pęczak

songwriter


– gitarzysta, multiinstrumentalista, producent, kompozytor, wokalista i autor tekstów. Były gitarzysta T.Love, założyciel The Relievers i Blast Muzungu. Współpracował m.in. z Tadeuszem Sudnikiem (Studio Dźwięków Niemożliwych) i Pako Saarem. Grał w takich zespołach, jak: Virtual Jazz Reality, Sto % Bawełny oraz Houk. W sierpniu 2020 roku wydał swoją autorską płytę “Jestem”. Aktualnie pracuje nad drugim albumem.