żywioły

 

wodo stóp moich
mroku powiek

wyciągam ością przewieszone niedotarcia przez szyję
niedojeżdżone
odejścia

zwijam się w żelazo ulicy
łkam opuszczony słój drzewa
(przez drzewo)

powietrze mieszam gniciem
rygluję
rozkładam na rozkład cały w pół doskonały

krzyku stóp moich
nielocie

moja siostra

 

ostrożnie stąpa między parkanami nieba

jedną stopą dotyka dnia drugą babrze w nocy

jest ciekawa
co to się jej przydarzy

marudzi

lśni odbita w promieniu słońca
i nie wie o tym że odbita

moja siostra nie widzi
nie rozumie

a ja płaczę ilekroć przechodzi
napełniona strachem

jaka jest piękna gdy się boi nie wie
jaka piękna

spacer w Oraczach

 

widzę nas przez cegły przez ściany
zza szyb framug progów

fala traw zlizuje nam z kostek słowa
które nie padły

w górze pod słońcem szybuje ptak
który nie poleciał

milczymy o stawie o wodzie o niebie o tej brzozie z której
ściąga się
staw wodę niebo

nasze ciała pachną rozgrzanym piaskiem
marzeniem by zetrzeć z siebie hałas
całe to gówno

cisza tutaj
umiera szpak

Anna Hautz

magister sztuki, absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Czasem jak Kasandra chciałaby zawołać: ,,patrzcie na siebie z gwiazd!”. A czasem milczy i zdaje jej się, że już nic nie powie – i nigdy.